poniedziałek, 2 lipca 2018

Trędowata

Niepierwszy raz płakałam podczas koncertu.
Ale po raz pierwszy płakałam przy kilku utworach.
I po raz pierwszy stan lekkiego, filharmonijnego upojenia trwa już dobę.

To był dobry koncert. Repertuar mało zaskakujący, ale jakby układany przeze mnie. Kilar, Kazanecki, Kilar, Kazanecki...
Kilar...
Kazanecki...

Smuga cienia, Trędowata, Ziemia Obiecana, Noce i Dnie...

...Noce i Dnie...
...Nigdy nie będziesz jedną z nas, zawsze będziesz trędowata...
 
Słuchałam motywów muzycznych z tych produkcji wtedy i słucham ich teraz. Ale dopiero wykonanie na żywo, dopiero klimat sali koncertowej, wyciągnęły z tych walców całą ich urzekającą moc. I wyciągnęły ze mnie to, co po wielu latach wreszcie jakoś upchałam do szafy z resztą trupów.

I do tego to tango. To cholerne tango.

Pamiętam wiersze, których uczyłam się w gimnazjum. Pamiętam wiele z czasów dzieciństwa. Zbyt wiele. Jakże więc miałabym nie pamiętać tego?
A żyć jakoś trzeba.

Coś zakręciło się w mojej głowie
Mam takie słabe zdrowie
W sercu ścisnęło coś na dnie
Tango Rebeka, muzyka Zygmunt Białostocki