Chudą dłonią mogłam zakryć cały jego okrąglutki brzuszek.
Był chudy i szczurkowaty.
Ciemne radary sterczały z klinowatej głowiny.
Ważył trochę ponad kilogram.
Nie miauczał.
Nie skakał mi po głowie.
Trzymanie go na kolanach nie groziło straceniem czucia w nogach.
Nie budził mnie na zabawę w środku nocy.
Był grzeczny, opanowany i nieco nieśmiały.
Miał zeza.
Jest ciężki i nieporęczny.
Wzięty na ręce przelewa się w nich jak włochata galareta.
Miauczy o każdej porze dnia i nocy.
Olewa najlepsze jedzenie i woli polować na śmiecie pod kanapą.
To znaczy - wolał, kiedy jeszcze się pod nią mieścił.
Jest mało fotogeniczny i bywa wkurzający.
Ma zeza.
A dzisiaj są Jego pierwsze urodziny.